• Wpisów:194
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 15:33
  • Licznik odwiedzin:42 946 / 2622 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie trzymaj się
bo wszystko pod Twoja dłonią to brzytwa
słońce Ci kamieniem
zmysły przestrogą
w okół kostek lęgną się sidła
zbudzeni porodem,
wypluci z jednego łona w drugie
mniej przyjazne
acz zakaźne
skazani na proces blaknięcia w gablocie ciała
proces męczący, długi
na fundamentach dożywocia
sędzia cierpliwy jest
acz pożądliwy
podrywamy się do lotu
na kształt ptaków, drzew, strumieni
co uciekają od naszych rąk
w przepaść
gdzieś przecież należy podążać
płynąć, minąć się, zginąć
nie dano nam przecież prawa
acz nakazy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Sadzę kroki w wymiecioną z człowieczeństwa
Przestrzeń międzysłowia
Stawiam nowe rusztowania
Na cokół ze spiżu
Horacy* nakłada betonowe warstwy
Odrasta od ziemi
Nasz Nowy Babel.

Krzepną kolejne cegły na dłoniach
Mędrców z wyblakłym sumieniem
I złotym strzałem pustych myśli
Lotnych jak rozgałęzione pychą
Ołowiane skrzydła
Na ich barkach

Wyciskam Żelazo z chmur
Leje się po oknach
I ścieka po piersiach ścian
Tuż nad waszymi głowami
Kiełkują kolejne piętra
Za murami Babilonu.



*Horacy - rzymski poeta liryczny, odsyłam do "Wybudowałem pomnik"
  • awatar To Koniec . †: śliczne .. + zapraszam do mnie może coś ci się spodoba ..
  • awatar immaturity: piękne :)
  • awatar Gość: idealne, fantastyczne porównania, strasznie mi się podobają, pisz bo potrafisz !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Trwam,
a moje ciało powyginane materią
rozpada się w pył i zanieczyszcza powietrze
mentalnym rozkładem.

Nigdy nie odważyłam się prawdziwie zaistnieć.
Wyimaginowane tchnienie okryte skorą,
ręce postrzępione wyobraźnią.
Mizerna część człowieka,
a może strzępy istnienia
zakopane pod warstwą popiołu.
Uśpione w ludzkiej klatce czasu.

Nie można mnie dotknąć,
Bo kruszę się nienawiścią
Do każdej szramy,
Każdego zabliźnionego krzykiem fragmentu układanki,
pozostawionej niekompletną i poszarpaną
przez czucie czegokolwiek,
prócz bólu rąk własnych
prócz ciężaru powietrza
pod stopami.

Zbudowałam wokół gruby mur i pancerz
z własnej krwi i kości.

Odpływam w wzwyż od chodnika
i daję się rozdeptywać chmurom.

Ostudzona objęciami wiatru,
nieokrzesanego formą tancerza przestworzy,
Ostrym jak nóż podmuchem kaleczy mi twarz.
Z kartonowych ścian czaszki
wybija zarodki rozumu,
pozbawia punktu przyczepu.

Wyparłam się realizmu.
Swoich myśli i słów.
Swego życia objętego chorobą
Istnienia.
Wbita w swoje krawędzie
I podszyta pod płaszcz społeczeństwa.

Wyzułam żyły z tęsknoty i usta z przywiązania
do nietrwałych wartości,
do poprzeplatanych bezsensem dróg,
do ołowianej zasłony nicości,
do świata
i siebie.


<odświeżone>
 

 

Ja niewdzięczna,
Obrośnięta duszą na kształt węglistych dębów
tonących w zamszach zieleni,
pyłem pogardy okryta jak płaszczem,
ociosana w bezkształt sumienia
Najszlachetniejszą zarazą obszyta
Porzucona na dzikiej polanie
Wzgardzona przez łono wszechświata.


Ja nieznośna.
Niepodporządkowana żadnej z oświeconych idei,
Ni własnym nogom, ni podmuchom wiatru.
Rozrzedzona bezmiarem
oddaję w testamencie swą rozpacz bóstwom z marmuru
Przelaną na łatwopalne stronice międzysłowia.
Zasypiam uskrzydlona przestrzenią,
Oswojona z bezgraniczem wolności
Niemalże ulotna.

Ja nierozumna.
Matczynymi dłońmi układana do snu
W przedwiośniu istnienia.
Odchodzę znużona wędrówką słońc
Zbyt gorących by zamknąć je okową dłoni.
Horyzont przecina mi skroń na wylot
zbyt daleki by pochwycić w sieci spojrzenia
zaślepionego trującym obrazem nadziei.

Przemijam bezustannie
Rozproszona samoistnym zmierzchaniem.
Odurzona zapachem kwitnienia
obarczam dłonie bukietem chryzantem
i koronuję się wieńcem splecionym z gwiazd i bluszczu
zawiedzionych pokoleń.
Gasnę lustrując opuszczone cielesne granice
z czerwienią na ustach
i laurem zwycięstwa we włosach.
  • awatar Heretyczny Judasz: Genialna jesteś. Serio. twoja dykcja mnie oczarowała! <3
  • awatar Peggy .: Kurwa widzę, że nie spuszczasz z tonu. Tu to samo, wciąż zajebiste.
  • awatar Oleczkowo♥: Hej, zagłosujesz na mnie? :D http://beatkax3.pinger.pl/m/15730532/konkurs-etap-2 Mam nr 2 ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Pytam
kim jesteś?
Posłuchaj!
Wiem, że potrzebujesz chwili
namysłu, by prosić w modlitwie o szepty
wyjaśnień
- oto one.

Mówię
Stań za mną w kolejce,
bo wszyscy jak gwiazdy
- ponoć wieczne
spłoniemy ze wstydu.

Wiesz
jak okiełznać
dech rwący na strzępy
przestworza płuc,
tworzący nasze ciała
nietrwałym luksusem.

Spójrz
Przeładowany przestrzenią
wstrzeliwaną prosto w skroń
na siebie.

Widzisz
jak otwarty na oścież
stygniesz z niepokoju
o nieboskłon nad głową.

Czuję
Gorąc bijący z Twoich żył,
pieniące się oceany
obojętności.

Boję się
bo bezustannie wrzące potoki
w zmowie pustoszą Twą czaszkę,
płomień trawi myśli.

Zwęglony
sypiesz się w popiół
do kołyski ludzkości
zbudowanej z czterech ścian paranoi
w nicości odgarniętej od czasu.

Dlatego obłędem jest pytanie
Kim jesteś?
Bo próżnią
- nieładem w chaosie
ironii.
 

 
Dalej,
bawmy się w wykrochmalone w kokonach motyle,
czekajmy świtając w ukryciu,
marznijmy w swoich sidłach udoskonaleń,
metamorfoza duszy w skrzydła
i serca w dzwon bijący o nektar lepkiej agonii,
zaowocujemy sobą kiedyś przy świecach,
wyprujemy się nowi na zewnątrz,
lepsi oczywiście,
do złudzenia przypominający niesiebie,
blask ogarnie nienas,
niemnie i nieciebie,
niemy będziemy trzepotać,
ubijając senne marzenia skrzydłami,
podbijemy wykreowane w uśpieniu galaktyki,
omdlejemy chwytając w skrzydła melodie wolności,
rozpłyniemy się w przestrzeni bez granic,
przezroczyści od wiatru,
bezbarwni od słońca,
na trzy dni roziskrzymy niesobą gwiazdy,
ale niety jeszcze nie wiesz,
że motyle więdną.
 

 
Pod ostrzałem samozwańczych petard
zwanych ludźmi odgórnie
gnę się w spaliny wygnania
po kolana strofując eposy
miernota kąsa tłumem
w niedoprasowanym kołnierzyku metra
w mrożących dech w żyłach korytarzy
zapachu kawy pod chodnikiem
przyklejonym do gumy na podeszwie
mijanych
w uściskach nieuciśnionych
mdleją mi ramiona
w niepokoju szczekając na spóźniony wiatr
co płaszcze ma nieść niestrudzonym
wędrowcom
po kogo krzyczą plakietki i szczebioczą
srokate jak poranione piegami czoło
nagłówki
nie w czas krzepnąc
zapatrzonym szynom na ustach
zanieistnnieję
w piechocie brzasku.
 

 
Morze
Skarbnica sekretów i łez,
Wraków okrętów i ludzkich dusz
Chowanych w spienionej utopią księdze
Nieokiełznane objęciem
najparadniejszych smutków
Wiecznie w obojętności słone
I krwawe.

Na wskroś przerośnięte w morzu toną okrzyki
Mewy wydziobują z paszczy fal kolejne słowa
Odór ryb kołysze rdzawe kutry
Głucha przestarzeń tonie w piachu
Beznamiętnie tuląc w wydmy melodię
Istnienia.


Ziemia
Poczerniała od ciał bezładnych
Zagubionych w kolejnych warstwach niepamięci
Przeorana śladami stóp
Gnie się pod ciężarem stworzeń
Matczyną ręką Kryje chaos i zarazy
Chłonąc cały byt i przestrzeń
w sobie.


Gąszcz splecionych ze sobą mchów i tajemnic
Mknących z góry w doliny
splamione okruchami stworzenia
Runo jeży się pod miękkim dotykiem rosy
Ulotne spojrzenia ślą drzewom promienie
Łaskocząc korony umorzone stuletnim snem
Istnienia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (40) ›
 

 

Świta.
Krzątają się sprzątaczki chaosu
w rozgwieżdżonych łachmanach
praczki rozwieszają
poczerniałe od wybuchu planety
na sznurze wszechświata.

Światło szczytuje
pulsem dymu
trzeszczących dusz,
wstajemy.

Umoczono nas w skórach
wykarbowanych zgrzytem
różnorodnych faktur i wzorów.
Zaszyto w poszew
matczynych rąk,
nieświadomości pierwszych kroków
ziarnko zarazy
kiełkuje pod powieką
i drażni niebo za ogon.

Już zmierzcha.
Wilgotni od winy
stąpamy po ruchomych piaskach
dróg i bezdroży
gorzki piasek lepi się do nas
warstwa po warstwie
nakłada na nas kamienny pancerz.

Zaraza rodzi w nas chęć
wskoczenia w sztorm
nagromadzonych skarg i nieszczęść.
Wkrótce toniemy
ulatniając sumienie z wraków,
przeobrażając sie w skałę.

W Mroku,
czekamy,
aż Bogom po wtóre znudzi się
obracanie nicości
w próżni bez wstydu i nadzienia
gdzie na nowo
wybuch zasieje zarazę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (52) ›
 

 
Marność!
dręczy fotele w pociągach
przeładowanych bezsennością spóźnień
i bezdomne buty na dworcu
mną się w kanty skórzanych
ślepych dróg
i dłoni skrzypiących dotykiem.

Marność!
kreująca zamęt na stoiskach
z sykiem perfumy na karku
w posiniaczonych licach
krytych szalem konwenansów
i zacisznym spojrzeniu
splatającym się z chodnikiem.

Marność!
rozpycha się lepiac gumy do ławek
brzaskiem pękają szwy na ulicach
toną w próżni figurek
w tańcu plądrując kościelne barykady
na międzysłowiu pędzą
przez dzikie parkingi na ciała
i duszyste motyle na wystawach
u jubilera.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (44) ›
 

 

Popycham dłońmi schnące intencje
bladych warg
i kropli przedawkowanego wspomnieniami
zaułka na paranoje
światło odbija się sarkazmem
tłukąc czaszkę
w proch

pełno ich tu
puchnę nimi
na oścież otwartymi
ramionami z porcelany

tłoczę się w zadrapaniach
na ścianach tętnicy
nieurodzaj oddechu
sprowadza mgliste ptactwo
zastygam mimowolnie
gnąc dłońmi
śmiercionośny chichot bogów
wieczność
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (27) ›
 

 

Potargane wykrzykniki
na zamazanej,
nienasyconej truchtem westchnień
przedmiejskiej poczekalni
symptomów i objawów
ślepych recept
i tanich placebo
na człowieczeństwo.

Zasychamy w niemocy
na żółtych papierach
w marginesie
blaknących dłoni
w szarym metrze,
nietwarzowej nicości,
w stuleciu mgławic
i przekonaniu,
że ktoś na czas
powie 'stop'.

Nie, nie wygrywamy wojen,
nie krzyżujemy morderców,
nie sadzimy się nawzajem w ramionach.

Wygnani w samozagładę.
Nie!
Nie mówimy 'nie'
gdy w żyłach przelewa się
nienawiść.
  • awatar Danae: Piękne. Szczególnie ten moment"Nie mówimy 'nie' gdy w żyłach przelewa się nienawiść. "
  • awatar I'm like a drug.: Dziękuje Ci za miłe słowa ; 33 Może i masz rację : *
  • awatar Joanna 2719: przepiękne :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Zasypiam,
by leczyć nietrwałością
zawiść księżycowych ran
wykutych
pazernymi łapskami
próżni przybranej rosą
mijającego dnia.

Przebrzydłość ciała
wsuwam w szuflady,
zmieniam w kamień sumienie,
okuwam myśl
oddechem,
trwam spijając gorzki czas
prosto z dłoni białej pani,
jaśniejąc.

Krwistość boga słońca
zalewa strumieniami powrotów,
orzeźwia
spocone czoło
i chyli w mogiłę
kwitnące rankiem róże
z popiołów
zagadki sypią się w rękawy
pod poduszka demony tańczą walca
echem swędzą pogłosy duszy
zaszytej między żebrami
pokoju.

Kolejne zdrowaśki
wsiąkają w dywan
poczerniały od tlącego się
w koncie ust
powietrza.
Ostatni most pulsuje
bezradnie w chłodnej piersi
przedsionków.
Skraplam się
mimowolnie spuszczając do gardła
lepki sen.

Kryje się bezwładnie
pod sztandarem nadziei na świt,
duszny brzask,
słowika
z gazet i trosk wczorajszych
w bieli
nieopłaconych gróźb i strat
obwieszczającego
spadającą w nicość
gwiazdę powieki.
  • awatar Inner Self: co za piękna istota ludzka.
  • awatar smile more, cry later: świetne jak zawsze. ;D
  • awatar Cari ': Ktoś powiedział, że najbardziej poetyckie jest to, co nie zostało spisane. Ale Ty wszystko potrafisz zamknąć w przenośniach(jak w pąkach-piękno dla oczu,nosa,duszy..^^)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 

wdech.
skurcz.
wydech.
trzask.
wdech.
wewnątrz.
wydech.
krok.
wdech.
świt.
wydech.
ołów.
wdech.
jeszcze.
wydech.
puls.
wdech.
próżnia.
wydech.
krzyż.
wdech.
nie!
wdech..
wdech..
otwieram oczy.
huk.
wydech..
nie ma..
wdech..
nic.
  • awatar antisocial: cudne
  • awatar crushcrush: pięknie napisane. i zdj ładne.
  • awatar Cari ': Tu jest kosmicznie .. przenoszę się na nieznaną odległość . Znalazłam ten blog .. - hmm znaczy odnalazłam cząstkę siebie :) Dziękuję za to - Jestem wzruszona - 'Mam taką jedną wadę . . . UMIERAM' ach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Pocieszycielu,

gdzie chowasz swoje tandetne słowa?
Potrzebuję,
skryć się w niebieskich parkanach
bo zapomina o mnie nicość
i zasypiam co raz bardziej i głębiej w sobie.

Nie,
nie szukam drętwych
na oścież rozłożonych ramion,
lecz ostoi i wyspy
wśród zadrapanych kończyn.

Trącam ciało w Twoje kąty,
w kieszenie fartucha się tulę,
bezpowrotnie.

Przeboleję,pocieszycielu, zatrute modlitwy
lecz powietrze nie trzyma mnie już na nogach,
nie na moich kolanach
uklęknę.
 

 
My obłąkani.

Cerujemy szpitalne mury,
dekorujemy łóżka swoim obłąkaniem
i odorem krwi.
Chorujemy na siebie samych
i zamarzamy po raz ostatni w duchocie.
My obłąkani pytamy innych nieobłąkanych
w niefartuchach
i łzach
chyba.

Co jeśli po raz ostatni wznosimy ręce?
Jeśli te stopy nie mają w zamiarze nieść nas,
obłąkanych, chodnikami.
Jeśli chcą nas, obłąkanych, zdeptać?

Obłąkani!
Jeśli po raz ostatni gubimy się w lesie?
Jeśli po raz ostatni przepadamy,
głucho całując taflę skóry.

Łatamy barierki rękoma,
wypełniamy przestrzenie obłąkaniem
i pasami bezpieczeństwa
w ustach
i głowach
chyba.

Co jeśli nas obłąkanych wyleczą?
My nie chcemy,
my jesteśmy obłąkani
i martwi
chyba.
  • awatar memories94: świetny blog:) zapraszam do siebie:)
  • awatar Poezjoholiczka: świetny, przypomniał mi pewne doświadczenie, które chociaż nie jest miłe, potwierdza, że wiersz cudny
  • awatar skinny_little_bitch: Niesamowite.. Twoje wiersze chętnie przeczytałabym w jakimś tomiku.. Pomyśl o tym
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Czy tak łatwo było zawrócić w oszałamiającej burzy kroków?
Gdy ginęły ciche latarnie z wytartymi do łez twarzami.
Czy tak łatwo było chwycić niestrawiony brzeg okuty rdzawymi mewami?
Gdy w okół krwistością okiennic zamarzały wspomnienia.
Czy tak łatwo było wyrzucić z siebie pogoń palących niedopałków niedomówień?
gdy korytarze łamały się w drżących wrzaskach ognia.
Czy tak łatwo było kołysać rękami pomiędzy suchymi wersami bezbożnych modlitw?
Gdy rany dławiły się zwęglonymi kołtunami obojczyków i motyli niosących sen w opadłe ciała.
Czy tak łatwo było rozbudzać mięsień ospałego serca każdej nocy głuchym wołaniem wabiąc raz oddech raz cień?
Gdy huk otwieranych powiek trzeszczał w wykutych żalem kościach obkopanych żwirem i rtęcią.
Czy tak łatwo było przemilczeć,
pokusy jakie niósł ze sobą kolejny ruch nadgarstka,
kolejny świt pod powieką,
kolejny obraz rozmazany szarym powietrzem,
kolejny krok,
kolejna dal,
kolejne zapomnienie,
w jego oczach
gasnące płomienie..



nie.
istniała przepaść
piach, krew,
moja choroba
i JA
nie do ocalenia,
nie do uleczenia,
nie do osądzenia.






 

 
Nie bój się zmian,
lecz stałości.
Tam drzemią
ckliwe demony.

Nie bój się trąby powietrznej,
lecz bezwietrznych nocy.
Tam ślęczą
rozbestwione płomienie.

Nie bój się dźwięku,
lecz ciszy tłumiącej światło.
W niej nie ma rzeczy realnych.

Nie bój się innych,
lecz zawsze nieufnie spoglądaj w lustro,
potworze!
 

 
Trwam w przekonaniu , iż moje ciało nie jest z tego świata.
Nigdy nie odważyłam się prawdziwie zaistnieć.
wyimaginowane ciało, ręce postrzępione wyobraźnią.
Pół człowieka , a może strzępy istnienia.
Dać się dotknąć,
wyczuć.
Zbudowałam w okół gruby mur i pancerz
- z własnej krwi i kości.
Odpływam w wzwyż od chodnika i daję się rozdeptywać chmurom.
Ostudzone obojętnością podmuchy wiatru
niczym noże wybijają oczy
z kartonowych ścian czaszki.
Wyparłam się realizmu.
Swoich myśli i słów.
Swego ciała,
choroby.
I życia
wbitego w krawędzie okrągłego stołu
społeczeństwa.
Wyzułam żyły z tęsknoty i usta z przywiązania
do nietrwałych nicości.
Do świata.
I SIEBIE.
 

 
Nie ważne , dokąd biegniesz.
Lecz gnaj,
bo nie jeden zaśniedział rozmyślając o celu swojej tułaczki.
 

 
Pod powiekami kiśnie kosmos,
po raz ostatni wypełniając
puste odbicie duszy.
Zalega
w myślach
i drży
klęcząc pod ciężarem ołowianych rzęs.
Nikt nie zna ciężaru
tych chwil,
gdy gwiazdy pulsują purpurą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wypchnąć na powierzchnię
mogą tylko umarli -
to oni wypełnią ci płuca wartością tego co tracisz.
 

 
Chcę
widzieć
fale,
przestrzeń,
ocean,
głębię,
taflę,
błękit,
granicę,
dno.
Tonąć
w sobie
raz po raz
pragnąc
zawrzeć się
w obliczu
bezkresnej agonii.
 

 
Zakrwawiłam krzykiem nagie ściany.
Wewnętrznie i zewnętrznie.
Więdnę.
Litościwie cieknę po szybie.
Zaparowanej od wrzasku
złotego strzału pierwszych ptaków.
Ciężko jest mi tak odejść
jeszcze przed wschodem słońca.
Później już tylko krew zakrzepnie
Na bladoróżowej wardze
mojego zmierzchu-świtu.
 

 
Dusi.
Pali.
Gryzie.
Swędzi.
Drapie.
Piecze.
Niematerialność ideału.
Pęka.
Drży.
Kłębi.
Sterczy.
Pcha.
Syczy.
Bezkształtna zamieć.
Miażdżą.
Tną.
Kopią.
Ranią.
Krzyczą.
Oszklone mury.
BÓL zadaje
wszystko to
co na siłę chce we mnie zaistnieć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Odpłynęłam zbyt daleko,
by kaleczyć się myślą o powrocie
do zimnych ścian własnych paranoi.



Przywyknę.